Pacjent po zawale lewej komory serca, stwierdzono "niewielki obrzęk płuc", lekarze stwierdzili, że serce obkurcza się w 1/4, przeprowadzono koronarografię, po paru dniach zrobiono echo serca ale nie stwierdzono poprawy, ale lekarz powiedział, że tak może już zostać, bo nie wiadomo kiedy nastąpił zawał i serce może się nie zregenerować (pacjent chodził kilka dni z zawałem i o tym nie wiedział), ale miał żyć z nawet z tą 1/4 mocy serca. W karcie wypisowej ze szpitala było, że pacjent nie miał powikłań po koronarografii i jest w dobrym stanie, 3 dni później zmarł we śnie w domu. Teraz czytam, że obrzęk płuc to poważny stan zagrożenia życia. A on dostał tylko na to lek - Furosemid i został wypisany. Wszystkie objawy wskazują, że zmarł na lewokomorową niewydolność serca (przed śmiercią często siedział z rękami opartymi o podłoże, miał szybki oddech, kaszlał, a po śmierci miał sine usta, opuszki palców).

Czy lekarze nie popełnili błędu wypisując go ze szpitala? Zrobili wszystko co się dało?