Witam, jako dziesięcioletnie dziecko byłam 6 miesięcy w prewentorium w Otwocku. Wtedy niewiele rozumiałam z tego co tam się działo ale po latach przypominają mi się pewne fakty, które z perspektywy czasu wydają mi się dość dziwne a mianowicie mam na myśli badania którym byłam poddawana co najmniej raz w tygodniu (inne dzieci również). Zrywano nas około 5 rano i w gabinecie lekarskim robiono nam sondę żołądkową. Do dzisiaj pamiętam smak tej gumowej czerwonej rurki którą musiałam połykać krztusząc się aż do łez. Następnie dużą strzykawką wyciągano z nas płyn z żołądka... brrrr, na samo wspomnienie czuję skurcz w środku. W tym prewentorium znalazłam się w związku z zachorowaniem na gruźlicę. To był początek lat osiemdziesiątych, czy to możliwe że mogli na nas robić jakieś doświadczenia???
Jak już byłam na tyle rozumna i zaczęłam składać fakty, opowiedziałam o wszystkim mojej mamie. Wtedy Ona opowiedziała mi o czymś jeszcze - gdy zabierała mnie z tego ośrodka, lekarz poinformował Ją, że mogę mieć w przyszłości trudności z zajściem w ciążę, ponieważ były mi podawane jakieś hormony i inne leki, które mogą tym skutkować. Ale w karcie informacyjnej nie ma o tym wzmianki, jak również nikt w trakcie leczenia nie informował moich rodziców o podawaniu takich leków. Proszę o opinię na ten temat. Z góry dziękuję i pozdrawiam.
Dorota.