+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5

Temat: Czy mam iść do specjalisty?

  1. #1
    Nikt
    Guest

    Czy mam iść do specjalisty?

    Mam 21 lat i pewien problem.
    Czy normalnym jest życie w wyobraźni? Tzn. wyobrażam sobie, że jestem kimś innym. Jakieś postaci z książek czy filmów. Mam tak od dziecka.
    Niby nic takiego ale obecnie spędzam w tym świecie od 4 do nawet 10 godzin dziennie. W tym czasie słucham muzyki na słuchawkach i, najczęściej, kręcę się na krześle. Potrafię przez bitą godzinę kręcić się w jedną stronę na krześle i wyobrażać sobie, że walczę ze smokiem albo jestem członkiem gildii złodziei.
    Przez to zawalam wiele rzeczy.
    Czy coś takiego jest normalne?
    Na dodatek zauważyłam u siebie 4 stany emocjonalne. Tylko 4.
    1 to euforia - mogę zrobić wszystko. Biorę się za naukę języków i jestem gotowa wyjść do ludzi.
    2 to depresja - nic mi się nie chce. Mam doła, często płaczę. Mam myśli samobójcze. (i dokładny plan na ewentualne odebranie sobie zycia)
    3 to agresja. Przy tym jestem gotowa wszystkim przyłożyć. Denerwują mnie najmniejsze rzeczy. Żeby nikogo nie skrzywdzić ani nic nie zepsuć - zmieniam na autoagresję. Gryzę się po rękach tak, że mam później siniaki w kształcie zębów. Jeżdżę po rękach agrafkami do krwi.
    4 to zupełne odrealnienie. W nim... cóż. Nie mam żadnych emocji.
    Zauważyłam też coś co mnie przeraża - tzn w czwartym stanie mam dziwne myśli. Przyłapuję się na nich ale nie czuję żeby były moje. Np. nagle zastanawiam się jakby to było rzucić telefonem w głowę osoby siedzącej przede mną i wyobrażam sobie jakby mózg jej wypływał. Nagle zastanawiam się na przystanku, jak powinnam skoczyć na gołębia żeby wypłynęły mu flaki. Zaczynam myśleć o tym jakby komuś w autobusie rozbić głowę o szybę, bo słucha za głośno muzyki. Te myśli trwają może z minutę lub dwie.
    Ostatnio mam najczęściej pierwszy stan i przez np pół godziny ,,włącza mi się" któryś z pozostałych, potem jest normalnie i pod koniec dnia znów nawraca na godzinę. Też nie mam czasu na odczuwanie ze względu na zmyślony świat.
    Byłam na jednej wizycie u psychologa ale była.. dziwna. Mogłabym powiedzieć cokolwiek. Jedyne na co zwróciła uwagę to fobia społeczna. Nie wiem jednak czy ma co do tego rację. To nie tak że boję się ludzi. Ja ich nie lubię. Nie czuje potrzeby kontaktu z nimi. Dodatkowo boję się obowiązków. Przed zaliczaniem egzaminów dostaję ataków paniki i trudno mi oddychać, ale zamiast się uczyć - kręcę się na krześle i słucham muzyki.
    Przesadzam? Czy mam iść do specjalisty? Czy to normalne? Czy mogę sama cos z tym zrobić? Jeśli miałabym iść gdzieś to co mi jest? Co byłoby ,,leczeniem"? Jeśli chodzi o ewentualną ponowną wizytę u psychologa to po pierwszej psychoterapii zrezygnowałam. Myślę, że niepotrzebnie ale boję się iść tam ponownie.

  2. #2
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,344

    Jakie książki i filmy, o których tu Pani wspomina - jestem ciekaw, więc pytam. Jaka muzyka - jaką lubisz, a jakiej nie. Czy masz rodzeństwo - tzn. z kim rozmawiać w domu, chyba że nie mieszka pani z rodziną . Zgaduję, że nie opiekowałaś się żadnym zwierzakiem... Ja nie lubię owadów i pająków; może motyle, ale nawet ćmy zabijam, bo tak najłatwiej; po prostu się ich boję, chyba nawet bardzo. Jak pojawił się w domu internet (25 lipiec? 2009), to nawet szukałem informacji o nich - co mogą zrobić człowiekowi, ale od długiego czasu już mnie to nie interesuje.
    Czy coś pani studiuje, albo ma pracę... - jaką, z kim? Jaka by Ciebie interesowała w przyszłości, co chciałabyś robić, jeśli nie ta która obecnie.
    Uprawia pani sport? Jeśli nie - jaki ci się podoba - z męskich, a jaki z damskich. A jaki nie...
    Czy zdarza się, że poza literaturą i muzyką, jakaś inna dziedzina sztuki wzbudza u pani pozytywne odczucia. Albo negatywne. Kiedy. Jeżeli filmy - to jakie. Ja nie oglądam filmów, ani nie czytam książek; w mojej sytuacji to strata czasu, a kiedyś lubiłem. Niestety napatrzyłem się chyba dość.

    Co do owadów - chyba Morris podaje, że ludzie się ich boją, nie akceptują, bo tak... "łażą" - inaczej niż czworonogi. U mnie w domu, w ciemnych miejscach, zakamarkach - pod schodami... Ach - pokazałbym Ci zdjęcie, co tam jest - upiornie to wygląda... te zamarznięte ciała pająków pod sufitem, nie wiem czemu nawet latem są białe... nigdy nikt tam nie sprząta; małe ciasne pomieszczenie, kiedyś stał tam hydrofor, teraz schowek na warzywa - buraki, albo marchew, które tam gniją do wiosny... Trzeba się bardzo zgiąć, żeby tam wejść, no i nie ma światła - jest obok, przy schodach, ale i tak latarka... Czujesz?
    Drugie miejsce z dzieciństwa - to strych i wanna z pająkami - to chyba nie były kątniki, tylko ...chyba kątniki, ale ten drugi gatunek... Bałem się tam wchodzić, mały.
    Przepraszam, nie chciałem Pani przestraszyć, tylko zagadać, pobyć razem; wczoraj - miałem tu smutną rozmowę znowu; znowu obrażałem...
    Dzisiaj zmęczony, jeszcze do mnie nie dochodzi co dziś zaszło. Jeżeli napiszesz, to chyba coś odpowiem, ale to nie będzie wartościowa wskazówka pewnie - nie znam sie na niczym. Tę panią, od tematu o pogrzebie, chciałbym przeprosić, ale nawet nie umiem. I tę drugą - "o Piotrusiu panie" (bzdura, że ja taki), ale widzę, że mam w sobie jednak nienawiść - znowu ją objawiłem.
    Normalna rozmowa pomaga, jakiś wspólny temat, nie wiem czy zaburzenia mogą być...
    Zwłaszcza rozmawiać o nich ze mną. W poradni, gdzie poszedłem... też za wiele, z takim się nie rozmawia, nie mówić przy nim za dużo, bo analizuje i popada w obłęd - tak? No, chyba tak.
    Znowu się wymądrzam - nie umiem inaczej. No to chyba mi pani nie odpisze. I już 21:22, trochę śpiący; dzień minął. Widzę jak jest coraz gorzej. Jeżli komuś tutaj przeszkadza, że oczekuję współczucia, to może się nie wtrącać - dziękuję.

  3. #3
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,344

    Jakich to obowiązków, oprócz egzaminów, boi się pani - zapomniałem wczoraj.

    Co do specjalisty... Moje doświadczenia są przykre. Przyszedłem, opowiedziałem szczerze o sobie, na ile pamiętałem szczegóły z życia, a których nie pamiętałem, albo nie było czasu o nich mówić - spisałem i wysłałem mailem - w końcu, dopiero rok temu. Z jakim skutkiem, to już opisywałem tutaj. Oczywiście próbowałem usprawiedliwiać swój punkt widzenia - skąd moje podłe uczynki, jak sobie obecnie tłumaczę ich przyczynę. I oczywiście nie otrzymałem niczego, co pozwoliłoby mi jakoś z tym dalej żyć. Jedynie propozycję przyjmowania farmaceutyków - co traktuję jako element "terapii", gdyż łatwo sprawdziłem, że w takim połączeniu, pod ich wpływem nie mógłbym funkcjonować nawet w taki sposób jak teraz. Do tego - przeinaczanie informacji, które podałem i zapisywane w takiej formie, aby przekreślić zamiary, zrujnować, odebrać chęci do robienia tego, co opowiedziałem tam (głupi), że próbuję, żeby mieć jakąś satysfakcję, a wydaje mi się pożyteczne. Bo jako amoralny nie mam prawa. Oczywiście - chodzić tam, jak najbardziej - mówiono, że powinienem. Ale też przez ten okres czasu, nieraz zdarzało się, że spotkanie nie może dojść do skutku; domyślam się, że abym poczuł, że wyczekiwana rozmowa mi się nie należy...
    Na innym forum znalazłem (i to też tutaj pisałem), że typowym wybiegiem psychiatrów (pani doktor była młoda) - jest zadzwonić na początku do pacjenta, udając zainteresowanie - choćby, aby poinformować o przesunięciu terminu spotkania... Później - to już personel ośrodka...

    Autorka tematu - zapewne wirtualna. W takim razie przestrzegam, innych, którzy tutaj wchodzą, bo mają wątpliwości, czy warto iść tam, gdzie chcieliby, aby ktoś poradził im jak żyć ze swoimi problemami, których nie można nawet wcale rozwiązać.
    A zwłaszcza płacąc "stówkę" za godzinę, komuś o miłym wyrazie twarzy.


    Widzę też, że w tym temacie, skoro brak odpowiedzi, to wątek zainteresowań "autorki?" nie będzie rozwijany; przeczuwając w nim prowokację 'śledzących mnie z tamtego forum' (taką mam paranoję w końcu, cóż, to od nich widocznie - tak uważam).

    Chciałem zwrócić uwagę, czemu tam, gdy przyszedłem uznano mnie za niebezpiecznego?=obiekt do obserwacji/ testowania reakcji?, z powodu nieopatrznie dobranego słownictwa...
    Teraz myślę - z powodu skłonności tych osób, do poddawania interpretacji w sposób typowy dla ludzi zorientowanych na "topienie w łyżce wody", "stawienie pod pręgierzem" opiewanych tam "zasad", które do tego im służą. Chyba chorej zabawy...
    Teraz patrząc, na ekscesy w kanale YT, ludzi z tamtego "światka", które już tutaj linkowałem, parę dni temu, myślę, że... miałem pecha. Chciałem nawet pozować na kogoś chwilami zabawnego, czasem towarzyskiego, wobec... hodowców pająków, słuchających metalu, filozofujących, demonstrujących swoją młodzieńczą beztroskę, wreszcie naigrywających się z mojego mentalnego upośledzenia, objawiającego się podglądaniem ich pisania o tym co robią, właściwego warstwom społecznym, do poziomu których "oni" się nie zniżają, tym bardziej w rozmowie.

    Bardzo podłe odczucie, wpisując cokolwiek w Google, mieć na myśli, że jakiś trojan, czy - nawet nie mam pojęcia co - zczytuje wyniki moich zapytań, a ktoś po drugiej stronie przetwarza te informacje w taki sposób, by za chwilę wypomnieć mi moje braki intelektualne.
    Tak właśnie się czuję, szanowni medycy z medyczka.pl. O tym mówiłem psychiatrze i uznała to za urojenia. Bo w jakimś stopniu to właśnie tym jest. Po co więc tam wchodzę - nie loguję się już, ale to rodzaj uzależnienia - prawda?
    To się leczy neuroleptykami - ależ tak.

    Nie mam komu o tym powiedzieć. Bo jak to krótko wytłumaczyć.
    Mieli też dostęp do laptopa siostry... widok z kamerki - a tak... pamiętam, komentarz na drugi dzień do awantury jaką mi zrobiła, gdy weszła, jak bez pozwolenia z niego korzystałem.

    Ile osób to czyta?

  4. #4
    Jaaa jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    Mar 2016
    Postów
    243

    Nikt - autorko tematu. Wydaje mi się, że po prostu uważasz świat realny za nieciekawy, niesatysfakcjonujący, pełen irytujących ludzi, z którymi jest się zmuszonym na stały kontakt choćby np. w autobusie. Ludzie cię nie interesują, nie masz potrzeby z nimi być - standardowe cechy standardowego introwertyka (czyli nic, co się leczy - taki charakter). Do tego fantazjowanie, marzycielstwo - nic niezwykłego. Jest cała masa marzycieli, wolących świat fantazji niż rzeczywisty. Skrajne uczucia, także złość i agresja - nie wiem, może to z niechęci do świata, do ludzi? Z ogólnej irytacji, także sobą, że nie możesz się zebrać do pracy, do nauki, że sobie nie radzisz ze sobą? Trochę dziwią mnie negatywne fantazje odnośnie zwierząt - o ile co do ludzi mogę zrozumieć, że ich nie lubisz, to co ci zawiniły zwierzaki? Czy ich nie lubisz, masz czasem chęć naprawdę zrobić im krzywdę, zabić, zranić..?? To już nie jest normalne i świadczy o poważnych zaburzeniach psychopatologicznych, które mogą wynikać z niedostatku uczuć od strony rodziny w dzieciństwie.

    W każdym razie - marzycielstwo jest super, pozwala przenieść się do nowych, ciekawych światów, przeżywać w nich przygody, walczyć z potworami, wcielać się w role bohaterów - i jest to jak najbardziej ok, o ile nie powoduje zaniedbywania prawdziwych obowiązków. U ciebie jest to problem, ale nie wiem, co ci poradzić - chyba najlepiej poszukać w realnym świecie ciekawych bodźców, które sprawią, że życie stanie się dla ciebie bardziej ekscytujące, byś nie chciała aż tyle czasu poświęcać na fantazje... Może zacznij chodzić na jakieś ciekawe zajęcia (karate, jazda konna, szermierka..?), zacznij podróżować (np. autostopem, z couchsurfingiem, rowerem z sakwami i namiotem..?). Zrób sobie stały plan dnia, którego będziesz się trzymać, czyli np. od razu po powrocie do domu ze szkoły, NATYCHMIAST, bierzesz się za naukę np. przez godzinę. I przez ten czas o niczym nie fantazjujesz, powstrzymujesz się, bo wiesz, że za chwilę będzie na to czas. Godzinę się uczysz, a potem do nocy droga wolna, fantazjowanie o czym chcesz i ile chcesz. Ale dopiero PO nauce. Może jak sobie dasz stałe ramy czasowe, że "teraz równo godzina czystej nauki a potem godziny marzeń" będzie ci łatwiej... Spróbuj. No i trochę urozmaić sobie życie - wychodź na spacery np. nocne, idź na wolontariat gdzieś (schronisko dla zwierząt, dom opieki dla starszych ludzi, dla sierot, jakieś fundacje, pomoc przy ciekawych projektach - poszukaj w necie), podróżuj i przeżywaj prawdziwe przygody, chodź na różne ciekawe zajęcia, próbuj nowych rzeczy.

  5. #5
    stalker8 jest nieaktywny
    Użytkownik
    Zarejestrowany
    May 2016
    Skad
    .wieś
    Postów
    1,344

    o ile co do ludzi mogę zrozumieć, że ich nie lubisz, to co ci zawiniły zwierzaki? Czy ich nie lubisz, masz czasem chęć naprawdę zrobić im krzywdę, zabić, zranić..?? To już nie jest normalne i świadczy o poważnych zaburzeniach psychopatologicznych, które mogą wynikać z niedostatku uczuć od strony rodziny w dzieciństwie.
    Moja hipoteza, na podstawie własnych doświadczeń: Obcowanie z przemocą od najmłodszych lat, maleńkości. Widok zabijanych zwierząt w gospodarstwie (drób, ubój świń)? Stosowanie kar cielesnych - pomylenie "błędy w myśleniu" ze strony rodziny; niezrozumienie, nieumiejętność interpretacji zachowań dziecka. Pamiętam teraz, jak bardzo mały, byłem atakowany przez koguty, samce gęsi też bywają agresywne... co jeszcze... Starszy kolega, sąsiad - ten który molestował... pokazywał zabijanie żab; zabił w końcu jedną, czego nie widziałem, ale miał wyrzuty sumienia - prawie płakał... Takie sytuacje... Niestety, pamiętam też, że kiedy byłem mały (6 lat) - zniszczyłem gniazdo jaskółek - koszmar Znęcałem się też nad kociątkiem; rzucałem nim na odległość... żeby spadał na cztery łapy...? Dopiero gdy pojawiła się krew na pyszczku oprzytomniałem ...też chyba w wieku 6 lat. Tego sąsiada uważałem za kogoś fascynującego, lepszego, ale też czułem, że mnie lekceważy, nie traktuje jak kolegę...
    W późniejszych latach... podstawówka... pamiętam, że ...małe kurczaki były trzymane w domu - zimą; pod żarówką. Ktoś z rodzców? powiedział, że jeden wkrótce zdechnie, bo widać, że chory; po powrocie ze szkoły rozpalałem w piecu kuchennym i wrzuciłem go tam, choć jeszcze żył. Nad kogutami brałem rewanż... A pamiętam też jak jeden atakował młodszą kuzynkę, całkiem małą... Trwało to dość długo... Byłem całkiem zdziczałym człowiekiem... wstyd, ale jeszcze przed trzydziestką. Czytacie?

    Psy... Pierwszy miał chore, nieleczone oko, zagryzły go większe. Drugi - uciekając przed psem sąsiada złamał kręgosłup pod bramą. Następny... darł się w nocy, więc pamiętam, że zaciągnąłem go brutalnie do stodoły; potrącił go samochód i natychmiast go zakopałem, chyba bez większego żalu.. potem myślałem, czy aby nie żywcem... Czemu taki się stałem, albo raczej - byłem od zawsze? Jeszcze innego (przedtem) zabrał go sąsiad - przybłąkał się, a ja straszyłem go jakimś drągiem... może nawet uderzyłem; zastawiłem pudłami i poszedłem do miasta. To było zimą, chyba po komisji wojskowej...
    Potem była suczka... i o nią dbałem. Był też wtedy kot, który zmarł na robaki płucne i ropień na głowie... gdy miał wypadek (samochód) ratowałem go; zawiozłem do weterynarza, a z ropniem nie zrobiłem nic i w ciągu tygodnia? odszedł i nie wrócił. W ogóle sporo zdziczałych kotów w ruderze, która kiedyś była stodołą/oborą, do dziś... Kilka tygodni temu prawdopodobnie zabiły tego, który był w domu od trzech lat (podrzucony)... nie obronił się bo wykastrowany...? - Nie wiem.
    ---
    Godzina na naukę to za mało. Karate, ani boks-jujitsu - nie; jazda konna - lepiej nie. I do "żandarmerii", jak nieraz podpowiadała moja Pani, że koniecznie chce - też nie. Koń, a i chyba każde zwierzę, wyczuje człowieka, który ma do niego niechęć. Podróżowanie - na rowerze, pewnie tak, ruch bardzo pomaga - nie siedzenie w miejscu, przemieszczanie się i powrót do domu. Ja wychodzić do ludzi, nie będę miał już nigdy odwagi. I jeśli chcę dalej jakoś żyć, to chyba tak jak kiedyś - realizując jakąś fantazję, zajęcie, choćby modelarstwo w jego taniej odmianie; nie walczyć ze światem, aby rywalizować z innymi - totalna bzdura; skromność życia, unikanie ..."nieprzyjemnych bodźców", tego co ... strach napisać? no tyle już dziś. Bałem się to napisać. Kurę... jedną zabiłem kamieniem, z procy, inną gdy uderzyłem drzwiami, bo nasrała w domu.... miałem... 14 lat?
    Moje poprzedni tu wpisy... Po zastanowieniu się nad moją sytuacją... piszę tu, bo na razie jeszcze nie, ale za jakiś czas - ile lat, może szybciej - będzie beznadziejnie, po prostu runie to, jak ta źle wybudowana stajnia/obora, z odchylonymi ścianami, związana liną, dziurawym pochylonym dachem, z którego krokiew parę lat temu spadła mojej mamie prawie na głowę. Ojciec zrobił prowizoryczny kurnik w wiacie na traktor, obił tekturą; trzy lata temu. Prowizorka, cały dom taki, od zawsze. Takie miejsce. Tak - pamiętam film "dom zły", widziałem na YT, w 2011 (12?) - też na ich forum pojawiły się komentarze, gdy wiedzieli, że obejrzałem. Musiałem na nich trafić.

+ Odpowiedz na ten temat

Podobne wątki

  1. Corka zjadla pol tabletki ketonalu 100 co mam zrobic poczekac czy na izbe isc?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum pediatryczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 08-19-2015, 14:55
  2. Czy mam iść z tym do lekarz?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum urologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 11-24-2014, 21:07
  3. Do jakiego specjalisty mam sie udac?
    Przez michal.rozmiar@gmail.com w dziale Forum ogólne
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 05-04-2014, 13:16
  4. Do jakiego specjalisty mam iść, jakie badania zrobić?
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum neurologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 07-23-2013, 21:59
  5. Mam pytanie do specjalisty-primolut nor
    Przez Nie zarejestrowany w dziale Forum ginekologiczne
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 09-02-2011, 16:42

Tagi dla tego tematu


LinkBacks Enabled by vBSEO

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235