Dzień dobry. Od ponad 12 lat mam ciągle czerwone oczy. Nie są one czerwone cały czas tak samo. Raz są bardziej czerwone a innym razem prawie w ogóle. Najgorzej jest rano. Gdy wstanę do lustra ciężko mi dojrzeć choć mały kawałek białka w oku. Oczy bardziej się też zaczerwieniają kiedy: piję napoje gazowane i tuż po, po kichnięciu, gdy długo przebywam w pomieszczeniu oświetlonym neonówkami po czym wychodzę na zewnątrz i marszczę czoło bo jest dla mnie za jasno, po dłuższym spędzeniu czasu przed komputerem, gdy długo nie śpię lub jestem bardzo zmęczony. Ale generalnie czerwone oczy mam bez przerwy. Kiedy mi się to zrobiło odwiedziłem okulistę. Tam z powiek został mi zdjęty wymaz takim patyczkiem z watą w celu sprawdzenia w laboratorium czy nie ma tam żadnych bakterii. Nic nie wykryło. Kolega ma żonę, która pracuje w szpitalu. Dostałem od niej takie niebieskie krople do oczu. Nie pamiętam jak się nazywały, ale na jakiś czas mi pomogły. Pamiętam tylko, że były specyficzne, bo niebieskie. Nigdy potem takich nie widziałem. To było z 10 lat temu. Da się żyć z tymi czerwonymi oczami. Nic mnie nie kuje, nie mam uczucia piasku. Może czasem mam takie wrażenie jakby były suche. Żyłem więc tak przez parę lat, tylko irytowało i dalej irytuje mnie jak ludzie pytają czemu mam takie czerwone oczy, bo sam nie znam odpowiedzi na to pytanie. Czasem dają mi do zrozumienia, że nadużywam alkoholu. Nie komentuję tego w żaden sposób, ale jest mi wtedy przykro. A więc po kilku latach postanowiłem, że znowu się wezmę za ten problem i poszedłem do okulisty prywatnie. Stwierdził, że mam światłowstręt, bo ciągle marszczę czoło. Kazał mi wpuszczać Okulosan i Kationorm w półgodzinnych odstępach. I muszę powiedzieć, że któreś z tych kropli mi pomogły (nie wiem które). Zniknęły mi takie strupki, które miałem na rzęsach, a które musiałem codziennie zdrapywać paznokciem. Nie mam ich do dzisiaj i z tego jestem zadowolony. Mam jednak ciągle (o czym wcześniej zapomniałem wspomnieć) problem z taką białą mazią, którą muszę kilka razy dziennie co parę godzin wyjmować z kącików oczów. Jeżeli tego nie będę robił to w pewnym momencie po mrugnięciu ta mazia przenosi się z oka tuż pod oko a czasem na policzek. Nie wiem o tym i słabo to wygląda. Muszę więc co dwie/trzy godziny chodzić do lustra, wyjmować tą mazię i patrzeć czy nie mam jej na twarzy gdzieś pod oczami. No i tak jest do dzisiaj. Przyzwyczaiłem się do tej walki z czerwonymi oczami. Nie wiem co mam robić i do jakiego lekarza iść. Może problem w ogóle nie jest w oczach, tylko jestem na coś chory? Ale tyle lat i jeszcze nie mam żadnych skutków ubocznych nieleczenia oczów? Sam nie wiem co o tym myśleć. Myślałem też, że może jestem na coś uczulony. Miałem nakłuwane ręce kilkoma alergenami, ale nic nie wykryło. Skóra się nie zaczerwieniła. Może jestem uczulony na jakiś rzadki alergen? Nie wiem. Najbardziej zastanawia mnie dlaczego akurat najbardziej rano mam niemal krwiste oczy. Roztocza? Kurz? Niektóre objawy wskazują na zespół suchego oka a inne na uczulenie? A mogę być chory na dwie lub więcej chorób oczu? Kiedyś też wpuszczałem sobie świetlika. Nic nie pomogło. Ostatnio kupiłem sobie Starazolin. Tuż po wpuszczeniu oczy robią się niemal idealnie białe, ale minie mniej niż pół godziny i znowu to samo. Jeżeli ktoś wie jak mi pomóc to bardzo proszę - pomóżcie. A jeżeli nie to jakoś będę dalej z tym żył, bo jakie mam inne wyjście? Z góry dziękuję za odpowiedzi.