Witam,
Od 4 lat staramy się z mężem o dziecko. Po upływie pierwszych dwóch lat nam się udało, jednak straciliśmy nasze maleństwo w 9 tyg. Od kilku miesięcy przygotowywaliśmy się do inseminacji, jednak bezskutecznie ponieważ największy pęcherzyk Graffa jaki udało mi się wyhodować miał 9mm i po 2-3 dniach znikał.
Obecny cykl rozpoczął się 16 kwietnia i był monitorowanym cyklem jak każdy inny. problem polega na tym, że w tym miesiącu również pęcherzyk 9mm w 9 dniu cyklu. Kolejna wizyta u lekarza w 14 d.c i pęcherzyka już nie było wcale, mimo to ( ze względu na stymulowanie zastrzykami fostimonu) umówiłam się na kolejną wizytę w 20 d.c w nadziei, że jeszcze może się coś wydarzy - niestety nie wydarzyło się nic. Lekarz stwierdził, że cykl jest bezowulacyjny. Pogodziłam się z tą myślą i postanowiliśmy z mężem na jakiś czas dać sobie spokój ze staraniami...nie trwało to jednak długo, ponieważ w 29 i 30 dniu cyklu pojawiło mi się brunatne plamienie, ale tylko przy podcieraniu. Okres mam zawsze max 32 dni, nawet w cyklach bezowulacyjnych. Od 23 do 27 d.cy brałam luteinę na wywołanie okresu i nic, jedynie to brunatne plamienie. Dziś jest już 37 d.c, mam nabrzmiałą macicę, lekko kłują mnie jajniki a objawów które zazwyczaj mam na okres jak nie było tak nie ma...i tu pojawia się moje pytanie, co się dzieje, co to może być? bo raczej nie ciąża skoro cykl był bezowulacyjny. Dodam, że robiłam zwykłe domowe testy 3 razy i każdy negatywny.

P.S. Bardzo przepraszam, że się tak rozpisałam i z góry dziękuję za pomoc.