Moja historia jest taka... Mieszkam z babcią, która ma dwie osobowości. Raz jest miła, da się z nią porozmawiać, a chwilę później odzywa się w niej druga osoba wtedy zaczyna wyzywać mnie od najgorszych, szarpać się. Dzisiaj nawet zaczęła mnie bić. Nie pierwszy raz tak się stało. Denerwuje ją byle co. Nawet takie rzeczy, że coś jest źle położone. Strasznie wszystko zapomina i jak sb coś ubzdura to nie da jej się wybić jej tego z głowy.. Ma różne przewidzenia.. Ostatnio mówiła mi że był u niej jej wnuk, który mieszka 500 km od niej i też nie dała sb przepowiedzieć że jej się wydawało, albo mówi że pójdzie się powiesić. Nie pamięta też jak mam na imię, często myli mnie z moją kuzynką. Takie furie u niej trwają 10-15 min. Później znów jest dobrze przez jakiś czas. Dziennie zdarza się kilka takich furii.. Ja sama jestem już kłębkiem nerwów, a mam dopiero 21 lat. Babcia oczywiście nie chce się leczyć w żaden sposób. Ni moje namowy nie pomagają, ni jej dzieci. Na same wspomnienie o lekarzu dostaje szału. Wyzywa że nie ona się powinna leczyć tylko my. Nie wiem co mam zrobić. Ktoś mi kiedyś powiedział że mam wezwać karetkę jeśli wpadnie w taką furię.. Ale co ja zrobię jeśli karetka przyjedzie, a jej zachowanie się diametralnie zmieni.. I z biegiem czasu jest z nią coraz gorzej.. Ona wszystkich wyprowadza z równowagi, a my jesteśmy bezradni. Doradźcie proszę co mam zrobić, bo sama sb nie poradzę.