Dzień dobry.

Z tej strony 19-letni student informatyki. Od 5 lat zmagam się z ... no właśnie, już nawet nie wierzę, że tu ktoś pomoże mi określić z czym. W skrócie - podobno jestem zdrowy (badania OK, tarczycy również), chociaż codziennie, od przebudzenia zmagam się z ciągłym zmęczeniem, spowodowanym (tak mi się przynajmniej zdaje) przez światłowstręt, pieczenie i mrużenie oczu. Okulistom płacę tylko po to, aby polecali mi następne kropelki nawilżające, które dosłownie dają zerowy efekt, bez względu ile ich bym sobie nie wlał do oczu. Nawet nie koniecznie muszę spędzać ileś to czasu przy światłach abym się zmęczył, chociaż to ono głównie potęguje u mnie zmęczenie. Po połowie godziny spędzonej na wykładzie, czuję się przygwożdżony jakbym był na polu bitwy. Zaczynam ciągle mrużyć oczy i chować się w ciemności. Robię się blady na twarzy, co każdy zauważa. Nie jestem w stanie wysiedzieć na wykładzie, chcę tylko jak najprędzej stamtąd uciec do łóżka. Pod wieczór na tyle się odcinam, że przestaję rozumieć co ludzie do mnie mówią. Muszą mi po dwa razy powtarzać. Tak samo próbując jakkolwiek się uczyć, czytam zadania po kilka razy aż cokolwiek zrozumiem, wystarczy że zamknę oczy na moment, a już nie pamiętam co przed chwilą przeczytałem albo o co ktoś mnie się spytał. Ogólnie okuliści mówią że oczy mam zdrowe, chociaż miewam podwyższone ciśnienie wewnątrz-gałkowe i regularnie robię sobie badania pod kątem jaskry. Nie wiem gdzie już mam szukać pomocy. Byłem również u internisty i laryngologa (miałem nadzieję że to być może coś spowodowane przez zatoki?), lecz każdy jedynie polecał wizytę u okulisty. Zrobiłem sobie badanie na nużycę powiek - wyszło ujemne. Ogólnie normalnie funkcjonuję przez pierwszą godzinę od wstania, dopóki nie zacznę czegokolwiek działać, czy to się uczyć, czy to wyjść po prostu do sklepu. Zaraz zaczynam odczuwać zmęczenie i pieczenie oczu, które za dnia się potęgują i najczęściej już po południu czuję jakby zaraz miała mi głowa eksplodować. Robię się kompletnie rozgarnięty, popełniam błędy na każdym kroku, wszystko sprawdzam po dwa razy. Wieczorem wsiadając do auta, podczas jazdy na przemian zamykam jedno oko i drugie. Jako że w ten sposób po prostu stwarzam zagrożenie na drodze, przestałem jeździć autem. W ogóle przez to przestałem grać w koszykówkę (już w liceum), spotykać się z kolegami i wchodzić w jakąkolwiek interakcję z ludźmi, gdyż po prostu prędzej czy później każdy zauważa że "nie ogarniam" lub jestem blady na twarzy. Na uczelni jako tako sobie radzę tylko dlatego, że od dawna interesowałem się programowaniem. A przedmioty do których muszę się codziennie przykładać w nauce, to dla mnie katorga tylko ze względu że muszę walczyć ze sobą i swoim zmęczeniem. Dodam, że jestem ciągle poddenerwowany. Przez ostatnie 2 miesiące tym-bardziej, gdyż nie mogę wyrobić sobie normy w nauce, którą sam sobie ustalę (zazwyczaj nie jestem w stanie czegokolwiek więcej się nauczyć po 22 godzinie wieczorem gdyż już kompletnie nie ogarniam, chociaż śpię po 8-10 godzin). Patrząc na innych, szacuję że robię się zmęczony o jakąś 1/3 prędzej niż inni + mam te dziwne dolegliwości które mnie męczą. Chciałbym być po prostu zdrowym i uczyć się tylko całą noc przed kolokwium, niż jako tako cały miesiąc i na końcu zawalić proste zadanie przez zmęczenie. W życiu nie zaznałem jeszcze porażki, dlatego teraz nie wierzę, że udało mi się wydostać ze wsi na wybitną uczelnię i tak po prostu będę musiał z niej zrezygnować. Ale co wtedy? W ten sposób nie da się żyć.

Dziękuję.