Dobry wieczór.

Dzisiaj do mojej ginekolożki przyszły wyniki ostatnich badań - wyszło na nich, że mam 30,28 ng/ml prolaktyny (norma: 4,79 - 23,30), dodatkowo na starszych badaniach wyszło, że chociaż w normalnych warunkach miałam w normie, to po godzinie obciążenia: 163,3, a po dwóch: 85,06 - i stwierdziła, że to wada wrodzona, więc koniecznie muszę brać Bromergon. I to do końca życia (a przynajmniej do menopauzy).
Spytałam Panią Doktor, co ta prolaktyna robi z organizmem i dostałam odpowiedź, że jest trudniej zajść w ciążę, że źle wpływa na okres i ma też jakiś wpływ na inne hormony.
Okres regulują mi środki antykoncepcyjne.
Lekarz (dr n. med. ginekolog-endokrynolog), który mnie wcześniej prowadził, zadawał mi pytanie, czy chcę zajść w ciążę, zawsze odpowiadałam, że kiedyś - owszem, ale na razie nie (myślę, że za ok. 4-6 lat w tej chwili), więc z tą prolaktyną nic nie robił. Dodatkowo czytałam, że Bromergon silnie obciąża organizm.
Nie ukrywam też, że - będąc wesołą studentką - lubię od czasu do czasu wypić wino czy kilka piw, a ten lek uniemożliwia mi to do wspomnianego wcześniej końca życia (ewentualnie menopauzy).

Czy naprawdę muszę brać ten lek i czy naprawdę tak długo? Jak bardzo jest obciążający? Co będzie się działo z moim organizmem, kiedy będę go brała, a co, jeśli z niego zrezygnuję?

Bardzo, bardzo proszę o pomoc.

Pozdrawiam
Nadia