Witam.

Około półtora miesiąca temu pojawił się u mnie brązowy nalot na języku. Nalot ma w istocie formę małych białych włosków, gdzie po posiłkach zatrzymują się resztki pokarmu i stąd brązowo-czarne zabarwienie (wiem, bo daje się to ściągnąć szczotką do zębów). Poszedłem z tym do lekarza pierwszego kontaktu, który w pierwszej kolejności przepisał mi Flucorte na grzybicę, co jednak zupełnie nie pomogło. Wówczas otrzymałem informację, żeby się nie martwić, bo nalot to nalot i dopóki nic nie boli, to jest w porządku. Tym niemniej 4 tygodnie temu pojawił się ucisk pleców w okolicach nerek (bardzo delikatny) i mocniejsze bóle na wysokości podbrzusza - raz z lewej, raz z prawej strony. Czasem również ucisk w nadbrzuszu. Lekarz stwierdził, że to zapewne zapalenie układu moczowego i dostałem antybiotyk. Nie pomogło. Wykonano mi więc badanie moczu, gdzie stwierdzono "bardzo duże ilości kryształów szczawianu". Na tej podstawie wysnuto diagnozę, że to zapewne kamienie na nerkach. Od ponad trzech tygodni piję Fitolizynę, ale bóle nie ustają. Ucisk z na nerki jaki był, taki jest, a oddawanie moczu, zwłaszcza rano, jest coraz gorsze. Lekarz pierwszego kontaktu twierdzi, że nie ma powodu do obaw. Regularnie wypisuje mi L4 i każe pić Fitolizynę...

Dodam, że w listopadzie złapało mnie mrowienie obydwu nóg (od kolana w dół). Zrobiono mi RTG kręgosłupa oraz krew, wszystko wyszło wzorowo. Mrowienie minęło samoistnie po 3-4 tyg. Być może ma to jakiś związek ze sprawą.