Około dwa tygodnie temu (mniej więcej dwa tygodnie przed potencjalnym okresem) zauważyłam brązową wydzielinę na wkładce. Nie było jej dużo, nie była też gęsta. Nie przejmowałam się tym, bo, mimo iż pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, to stwierdziłam, że w trakcie owulacji to nic dziwnego, szczególnie, że miałam w tym miesiącu dosyć dużo stresów. Po 4-5 dniach, oprócz tej brunatnej wydzieliny, pojawiło się coś czerwonego - krew, jak mniemam, więc pomyślałam, że nareszcie zaczyna mi się okres, mimo że byłoby to wcześniej, niż się spodziewałam. Sęk w tym, że tej krwi było bardzo mało, a po 2 dniach znowu zniknęła i zauważyć można było tylko te brązowe plamienia. Po półtorej tygodnia zaczęłam się martwić, bo informacje w internecie są naprawdę sprzeczne, poza tym, nie słyszałam o tym, ażeby ktoś miał taką wydzielinę przez czas dłuższy niż tydzień. Dzisiaj mijają 2 tygodnie od wystąpienia plamienia, a wydzielina nie znika, jedynie zgęstniała. Nie chcę na razie iść do lekarza, ponieważ moja ginekolog obecnie jest na zwolnieniu i póki nie będę miała pewności, że to coś niepokojącego, nie chce szukać innego "specjalisty". Muszę jeszcze dodać, że wydzielina nie jest bezwonna, jednak nie umiem określić jej zapachu. Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale około 2-3 miesięcy temu miałam infekcję pochwy na tle grzybiczym, którą dosyć ciężko było mi wyleczyć. Co to wszystko może oznaczać? Proszę o pomoc i o same przemyślane odpowiedzi. Z góry dziękuję.