Witam, sprawa dotyczy górnej szóstki.

W piątek miałem mieć wypełnione kanały, jednak dentysta nie zdecydował się tego zrobić, ponieważ "zrobił się trudny do zatamowania krwotok, którego nie można obecnie zatamować, a kanały muszą być suche".

I tak: podczas płukania podchlorynem sodu czułem lekkie (ale bardzo znośne) pieczenie w zatoce nad zębem, poleciało mi go trochę do gardła. No ale ząb zamknięty tymczasowo, ok. Wróciłem do domu (ok. 15 min minęło), katar mi się zrobił, wysmarkałem i czułem chlor i pieczenie w nosie + wydzielina była lekko brązowa (coś jak waciki z krwią z zęba).

Zadzwoniłem, lekarz poprosił, bym przyjechał. Obejrzał, wysmarkałem się przy nim, wypłukał zęba (i zatokę automatycznie też) "płynem neutralizującym". Dał antybiotyk (clindamicyn) oraz aescin i mówił, że tam nic wielkiego nie ma, że będzie ok. Że po prostu czasem endometr źle pokazuje i - że tak to ujmę - dziabnął mnie o milimetr czy dwa za mocno.

Ale z 3x dziennie (zwłaszcza przy zmianie pozycji ciała pion/poziom i pochylaniu się) leci mi ta wydzielina, która generuje też zapach jakiegoś medykamentu. Nie jest to bardzo mocny "krwotok", ale występuje. Czy to bardzo poważny objaw i czy powinienem udać się na kontrolę do laryngologa?

Dodam tylko, że nie ma ani opuchlizny policzka, ząb też nie boli, tak wszystko jest okej.