w maju 2006 roku moja córka uczestniczyła w zawodach sportowych gdzie po biegu upadła. Służba zdrowia która obstawiała tą imprezę stwierdziła, że córka udaje. Po trzech godzinach od tego zdarzenia została zawieziona do szpitala bez opiekunów którzy zabrali ją na zawody. Zostałam powiadomiona telefonicznie , że córka zemdlała i znajduje się w szpitalu. Gdy dojechałam do szpitala córka była nieprzytomna i cała zimna. Po około czterech godzinach lekarze zdecydowali przeprowadzić tomografię. Wyniki wykazały obrzęk mózgu po czym natychmiast podano jej leki. Po dwóch godzinach ciało ciało zaczęło robić się ciepłe i zaczynała się wybudzać. Po wybudzeniu nastąpił bardzo silny ból głowy po czym pobrano jej płyn rdzeniowo-kręgowy. Okazało się że doszło do zapalenia mózgu . Po dwutygodniowym pobycie w szpitalu zabrałam córkę do domu z wypisem stan zdrowia dobry. Po trzech tygodniach od wypisu ze szpitala zaczęły się częste utraty przytomności. Lekarze prowadzący i lekarze w szpitalu stwierdzili że jest to padaczka. Przez rok córka pobierała lek DEPAKINE 500 a następnie DEPAKINE 900 . Teraz jej utraty przytomności są raz w miesiącu a niekiedy częściej. Gdy zemdleje sama się nie wybudzi , jest transportowana do szpitala karetką gdzie dożylnie podają jej MANNITOL i wtedy dopiero się wybudza. Po czterech latach trafiłam do kliniki neurologicznej do Krakowa gdzie przeszła wszystkie możliwe szczegółowe badania. Stwierdzono że padaczki nie ma i nie było i stwierdzono tylko napady pourazowe po czym nakazano odstawienie leków. Córka po dziś dzień co jakiś czas mdleje a ja żyję w ciągłym strachu bo nie wiem co mam robić. Czy ktoś mi pomoże?