Witam.

Od ponad dwóch tygodni mam ból w prawej nodze. Zaczęło się pierwszego dnia okresu (wtedy często oprócz bóli brzucha i kręgosłupa mam również bóle/drętwienia nóg). Tym razem ból nie minął. Odczuwam ból/dyskomfort w łydce (jak po skurczu). Ciągnie mnie w zgięciu kolana. Czuję również ból w stopie, kostce a także czasem ból promieniuje w kierunku pachwiny. Noga jest jakby nabrzmiała chociaż nie ma żadnej opuchlizny. Nie ma też żadnych widocznych zmian na skórze. Czasem czuję, że uda są cieplejsze niż łydki i stopy. Występują też różne mrowienia, swędzenia, kłucia.Niemal codziennie jestem na pogotowiu, w ambulatorium lub u lekarza rodzinnego. Każdy lekarz jedynie po badaniu palpacyjnym stwierdza, że to pewnie coś od kręgosłupa. Do tego czuję, jakby noga była napięta chociaż lekarza twierdzą, że nie ma żadnego napięcia. Już 3 razy robiłam badanie na krzepliwość krwi + d dimery. Za każdym razem wynik jest inny, ale ciągle w granicach normy. Zrobiłam również odpłatnie badanie dopplera i też wyszło, że jest wszystko ok, jednak ja jakoś nie mam przekonania do lekarza, co je wykonywał, bo gdzieś w necie przeczytałam, że kiedyś komuś czegoś nie wykrył. Dwa razy wzywałam pogotowie, bo odczuwałam duszności i miałam tachykardie. Badało mnie kilku internistów, chirurg i ortopeda. Jestem też pod opieką kardiologa. Miałam ostatnio echo serca i oprócz tachykardii zatokowej(zdenerwowałam się badaniem) wyszło ok.Tętno mam cały czas ok. 90/min. Sama już nie wiem co to może być. Bardzo proszę o pomoc, bo wydaję mi się, że lekarze mnie zlewają. Czy to rzeczywiście może być od kręgosłupa? Dodam jeszcze, że od tygodnia kaszle i miałam (nie wiem czy nadal mam) stan podgorączkowy. Po badaniu u lekarza wyszło, że mam wirusową infekcję gardła.