Hej,
byłam wczoraj u laryngologa, ponieważ od kilku miesięcy mam wrażenie zatkanych uszu.
Wrażenie dlatego, że mam je czyste i dbam o nie, ale bez przerwy odczuwam zmiany ciśnienia takie jak np przy starcie samolotem.
Początkowo pomagało na to żucie gumy lub przełknięcie śliny, ale z czasem było gorzej i gorzej. Już dwa razy byłam z tym u różnych lekarzy.
Za każdym razem nic nie zdiagnozowano.
Trzy dni temu pogorszyło mi się. W prawym uchu zaczęło mnie kłuć,ale gdy wczoraj byłam u lekarza było już znowu "normalnie".

Zostałam zbadana, najpierw kamerką... W lewym uchu lekarz ponoć coś zobaczył i dlatego włożył mi do środka jakiś taki lejek. Trochę zabolało, ale nie na tyle, by się chociaż skrzywić. No i jednak nic nie było...

Jako, że uskarżałam się na zmiany ciśnieniowe, to i ciśnienie mi sprawdził. Wszystko niby w porządku, ale tak mi to urządzenie ucho zassało, że się wzdrygnęłam. Lekarz przeprosił, bo nie powinno zaboleć.

Wtedy nastąpiło badanie słuchu i dalej nic. Mimo to przepisano mi ksylometazolin.

Naście minut po opuszczeniu gabinetu ucho mnie swędziało... Fakt faktem myślałam, że zwariuję, ale nie brałam tego za coś poważnego.

Po dwóch godzinach zaczęło mnie boleć lewe ucho. Nie mogłam go dotknąć i trochę pulsowało...

Po ponad 27 godzinach wciąż boli i to coraz mocniej. Pulsuje też okropnie, ale nie mam nawet możliwości, by udać się do niego znowu ( mam bardzo daleko a polecało mi tego lekarza kilkoro znajomych). Z trudem kręcę szyją, boli mnie już pół policzka, cała małżowina uszna, jeden z węzłów chłonnych i czasami język.

Zastanawiam się czy któreś z wymienionych wcześniej badań mogło być tego przyczyną? To raczej nie jest normalne...

Myślicie, że powinnam jutro udać się na pogotowie?