Witam, od 6 miesięcy zmagam się z bardzo uciążliwą przypadłością. Mianowicie w kwietniu zaczęło boleć Mnie jądro, prawe. Ból specyficzny ponieważ bolało mnie tylko to jądro. W dodatku zauważyłem opuchliznę (nasieniowodu?). Poszedłem do lekarza, stwierdził że mam zapalenie prostaty (po badaniu USG), leczył moją osobę Levoxa przez 10 dni, dolegliwości zmniejszyły sie lecz nie ustały. Ponieważ w Polsce trzeba odczekać trochę na badania z NFZ koło końca czerwca poszedłem do urologa prywatnie, który zrobił USG, stwierdził, że to zapalenie prostaty ( zalecił 2 opakowania Nolicinu). Jednak do czasu pojawienia się u drugiego lekarza, doszły kolejne objawy: ból rozprzestrzenił się w stronę nerek, pojawiały się nagłe "ukłucia" (wrażenie rażenia prądem) biegnące od jadra ku górze, ku nerce) Tępy ból jądra zaczął się nasilać i trwać godzinami w końcu trwa cały dniami, bez względu na porę dnia, czy czynności które wykonuje. Ból potrafi nagle zniknąć, po czym pojawia się ponownie. W chwili obecnej jestem 3 dni po wizycie u kolejnego urologa, który nic nie stwierdził, ani nic mi nie zalecił w sensie leków. Tępy ból jądra i boku trwa.

W międzyczasie miałem robione badania przez lekarza rodzinnego pod zupełnie innym kątem, ale było w śród nich badanie moczu ogólne i morfologia, nic nie zwróciło jego uwagi.

Obserwacja: Ból zmniejsza się gdy wygrzewam bok na poduszce elektrycznej.