Witam, 3 dni temu, 16.06 poroniłam. To była 10-tygodniowa ciąża. Zaczęło się od mocnego bólu w krzyżu w nocy, ok.23 dnia poprzedniego, gdy wracałam z pracy, w nocy obudził mnie ból brzucha. Ok. 12 w poniedziałek zaczęłam bardzo mocno krwawić, wymiotowałam i miałam biegunkę. Ból i reszta dolegliwości były tak silne, że praktycznie cały dzień spędziłam w łóżku i toalecie zwijając się i czekając aż minie. Teraz już wiem, że to było poronienie. Pewnie przyczynił się do tego stres na studiach związany z pisaniem pracy licencjackiej i przeciążenie organizmu pracą do późnych godzin nocnych. Czytałam bardzo dużo na ten temat i wiem, że mogę oczyścić się samoistnie bez wizyty u lekarza. Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się dzieje (cały czas krwawię, choć przypomina to już bardziej okres, nie ma tylu skrzepów co na początku), jednak niepokoi mnie utrzymujący się, niezbyt mocny ból w podbrzuszu. Nie jest on bardzo uciążliwy, jednak zastanawia mnie czy to normalne, że w ogóle występuje. Czy powinnam dać sobie jeszcze czas czy lepiej udać się do ginekologa, żeby sprawdzić czy wszystko przebiega tak, jak trzeba? Dziękuję z góry za odpowiedź.