Witam mam 15 lat. W kwietniu tego roku na lekcji WF-u dostałam dość mocno w dwa palce- środkowy (o którym będzie mowa) oraz serdeczny. Ból był ogromny, naprawdę, aż zaczęły lecieć mi łzy. Środkowy palec momentalnie spuchł, serdeczny również, jednak mniej. Spanikowana napisałam sms-a do mamy, ponieważ serdeczny palec był już dwa razy złamany i raz pęknięty i o niego również się bałam. Niedługo później poszłam do chirurga. Obejrzał środkowy palec, który wciąż bolał i był spuchnięty i powiedział, że to coś z torebką stawową (nie wiem dokładnie co). Zdziwiłam się, że nie dał mi nawet skierowania na rtg, ale oczywiście rozumiałam to, przecież to on jest lekarzem, nie ja . Chirurg kazał posmarować palec altacetem, dał mi również zwolnienie z WF-u na tydzień. Tydzień minął, palec dalej bolał, więc znów poszłam do przychodni (tym razem inny doktor, wcześniejszy był na urlopie). Powiedziałam mu o co chodzi, a on założył mi szynę i kazał przyjść za tydzień. Tak też zrobiłam, wtedy trafiłam na chirurga, u którego byłam za pierwszym razem. Ściągnął szynę i dał jeszcze zwolnienie na tydzień. Po ściągnięciu szyny wciąż czułam ból, jednak byłam pewna, że to tylko przez to, że palce przez tydzień były nieruchome i niedługo minie. No i faktycznie, reszta palców była już w miarę sprawna, a środkowy? Bolał dalej, choć mniej, i przez długi okres nie mogłam go zgiąć do końca. Próbowałam ćwiczyć tego palca, powoli go zginać, ale w pewnym momencie czułam, że dalej go zgiąć nie mogę (chyba, że przy wspomaganiu drugiej ręki, co sprawiało ból). Jakiś czas temu palec doszedł do sprawności (niepełnej co prawda, ale jednak). Martwiło mnie tylko to, że za każdym razem, kiedy ktoś mocno ścisnął mnie za rękę lub przypadkiem się uderzyłam, wciąż jakoś odczuwałam to w palcu. Dziś na WF-ie trochę źle odbiłam piłkę, zeszła na palce i znów poczułam lekki ból (taki, jakby palec się "naciągnął", a do tego coś w rodzaju pieczenia). Czuję coś w palcu również, gdy prostuję go "do końca".
Co powinnam zrobić? Czy to normalne po takim urazie?