Od przeszlo miesiaca miewam bole przypominajace skurcz trwajace ok3-5sek lokalizacja od lewego żebra w dół na wysokości mniej więcej pępka(ciut wyżej) i jeszcze trochę na lewo (jakby w boku) na początku bole trwaly 5 dni i byly regularne co pol goziny...pozniej ustapily na tydzien i powroily znowu występójąc trochę częściej od 2 tygodnie temu występowały regularnie co 15min,tydzen temu w poniedziałek udałam się do lekarza w UK bo tu obecnie pracuję (powiedziałam że skurcze występują już co 10-5min) zrobił badanie moczu paskiem i powiedział że mam w nim troszkę krwi i muszę czekać jakiś miesiąc na skan-usg bo taki są tu procedury...;/ tego wieczora zgłosiłam się do szpitala w Yorku na pogotowie przyjęto mnie na oddział zrobiono badanie moczu w którym wyszło to co poprzednio że jest trochę krwi w moczu i badanie krwi-gdzie wyniki były dobre wykluczono trzustkę i nerki ból nie promoeniuje nigdzie. Spęziłam tam noc rano dostałam paracetamol wypisano mnie i kazano czekac az przyjdzie pocztą apoitment(umowiona od nich wizyta) na usg która ma odbyć się tu gdzie mieszkam w Selby..tydzień miną nie ma nic pani u lekarza powiedziała mi że to procedury i trzeba czekać nawet 3-4tyg..Ogólnie oprócz tego że tam ciągle boli nic mi nie dolega,nie wymiotuję mam apetyt, nie schudłam miewam podwyrzszona gorączkę 37-37.5 i jak uciskali mi brzuch przy badaniu nigdzie mnie nie bolało oprucz tych skórczów.Ból skurczu w skali 1-10 oceniła bym na 5 czasami na 6.5 Proszę o jakieś wskazówki i zasugerowanie czego kolwiek co mogło by to być...wyobrażam sobie tam jakiegoś guza gniotącego moje wnęczności..usg tutaj kosztuje 250f to bardo dużo... na początku grudnia mam urlop i lecę do Polski tam mogła bym badania porobić taniej i szybciej tylko ze do tej pory oszaleję z tym bólem..podczas snu nic nie czuję..CO ROBIĆ?