Witam
Drugi rok męczę się z wypadającymi włosami. W 2012 schudłam 12 kg w dwa miesiące, dużo pracowałam i od tamtej pory praktycznie cały czas żyje w stresie, mam już chyba jakąś nerwicę. Po kilku wizytach u różnych lekarzy (dermatologów) sama doszłam do wniosku, że zwykłe witaminki i wcierki nic mi nie dadzą, gdyż po roku stosowania, nadal bardzo mocno tracę włosy, a nowych nie widać. Wreszcie zdecydowałam się zajrzeć do 'najlepszej' Pani doktor w moim mieście. Za 5 min rozmowy (minutka wypytania, 2 minutki zaleceń i 2 na papierki) musiałam zapłacić dość sporą kwotę, także chciałabym najpierw zapytać się o Wasze zdanie.
Zleciła mi badania hormonalne, plus zrobiłam kilka dodatkowych.
Oto wyniki:
Wapn w surowicy - 2.56 mmol/l
TSH 3-cia generacja - 1.205 mU/L
FT4 - 1.64 ng/dl
Estradiol - wynik w surowicy - 306.9 pg/ml
FSH - wynik w surowicy - 5.1 mlU/ml
LH - wynik w surowicy - 15.0 mlU/ml
Progesteron - wynik w surowicy - 1.15 ng/ml
Prolaktyna - wynik w surowicy - 8.8 ng/ml
Testosteron - wynik w surowicy - 0.56 ng/ml
Billirubina całkowita 2.9 mg/dl
Magnez 2 mg/dl
Mocznik 39 mg/dl
Żelazo 241 qg/dl

Moje pytanie brzmi - czy mam wracać do dermatologa i mogę liczyć, że na podstawie tych badań dostane jakieś leki hormonalne czy od razu powinnam iść do innego lekarza?
A może ktoś jest w stanie doradzić mi jakiś skuteczny lek na wypadające włosy?
Nie wiem już co robić, codziennie tracę ich na prawdę bardzo dużo.

Bardzo dziękuję za odpowiedzi.

Pozdrawiam
valkiria