Witam serdecznie!

Wstępem zaznaczę, że jestem pisarzem-amatorem, a moje pytanie jest czysto teoretyczne.

Otóż mamy w opowiadaniu taką fikcyjną sytuację:
chłopak nadziewa się na piłę w tartaku i traci obie nogi. Kończyny zostają ucięte w miejscu kości udowej, poniżej miejsc intymnych, powyżej kolan. Karetka przyjeżdża na czas, chłopak zostaje odratowany.

Moje główne pytanie:
- po tak tragicznej amputacji obu kończyn, ile czasu musiałoby minąć, żeby chłopak wyszedł ze szpitala i był w domu? 3 miesiące? Krócej, więcej?
- po jakim czasie wybudziłby się i odkrył, że nie ma nóg? Mówimy o dniach, tygodniach?
- Co by w ogóle się działo z nim między momentem trafienia do szpitala z uciętymi nogami, a wypisaniem do domu? Rozumiem, że kikuty zostałyby zaszyte, a chłopiec dostał opiekę psychologa, ale co więcej? Protezy, kupno wózka? Bolesne zmiany opatrunków te sprawy?

Chcę, by opowiadanie było jak najbardziej realistyczne rzecz jasna.

Aha, jak duża jest szansa w ogóle, by przeżyć tak tragiczny wypadek? Jak szybko musiałaby przyjechać pomoc? Kwadrans? Pół godziny?

Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za odpowiedzi