Witam wszystkie obecne i przyszłe mamy

w skrócie opowiem Wam moją historie, mam nadzieje, że nie zanudzę a następnie zadam nurtujące Mnie pytanie i odzyskam mam nadzieje odpowiedź która przestanie Mnie martwić.

Otóż dwa tygodnie temu po zrobieniu 10 testów ciążowych, które wyszły pozytywnie, uradowana poszłam jeszcze tego samego dnia do lekarza, który po zrobieniu mi HCG (wskazywało niby na 7 tydzien ) i usg zwykłego ( nie znam fachowej nazwy) stwierdził, ze musi to być ciąża pozamaciczna bo nic nie widać.
Dostałam skierownie do szpitala, odrazu jak kazano udałam się tam i po zrobieniu kolejnych badań między innymii usg dopochwowego stwierdzono, że pęcherzyk ciążowy jest poprawnie usytuowany w macicy, tylko, że natura postanowiła zaszaleć i wyposażyła Mnie aż w dwie macice i na zwykłym usg nie było widać. Pęcherzyk wielkości 7 mm, wszystko jak najbardziej okej. Po dwóch tygodniach a dokładnie 3 dni temu dostałam lekkiego krwawienia. Spanikowana jak każda chyba kobieta szybko pojechałam na IP, gdzie zatrzymali MNie na obserwacji. Krwawienie było z drugiej macicy, czyli z tego co wywnioskowałam nie ma nic wspólnego z ciążą, ani maleństwem. HCG rośnie tak jak powinno, po zrobieniu USG widać już maluszka, serduszko bije.. tylko kolejny 'kłopot'.
Lekarka powiedziała mi, że tętno dzidziusia wynosi 117/min. a poprawna norma zaczyna się od 120 do 150.. i że jest niskie.
Przetrzepałam chyba cały internet i w wielu miejscach napisane jest, że w 6 tygodniu tętno może wynosić od 100 do 126 a nie tak jak powiedziała lekarka od 120 do 150. Nie wiem już kogo słuchać. Bo na forum ginekologivznym było pytanie takie jak moje, czy 117/min w 6 tyg. miesci sie w normie, ginekolog napisal, ze jak najbardziej.. Tyle, że tutaj ta kobieta od usg mówiła, że jest za niskie..

Może to i błachostka, ale przejęłam się bardzo i może Wy miałyście podobą sytuacje i jesteście w stanie napisać mi coś sensownego.
odrazu proszę o nie dobijanie mnie i nie opowiadanie historii o poronieniach, wadach itd.

Pozdrawiam.